Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Twój przyjaciel Metro...

Mój profil

archiwum

    2009
    Listopad
    Październik
    Wrzesień
    Sierpień

linki

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 3405 osób

Powered by blog 4u

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

mój avatar


Twój przyjaciel Metro...

Kiedy miłość zawodzi za krótką kołderką aby okryć dwoje, z pomocą przychodzi jej starsza siostra - Przyjaźń. Tekst pochodzi z cyklu listów-opowiadań pisanych na kolanie podczas 15 minut wspólnej podróży z dziewczyną pracującą w tym samym biurowcu co ja. Widywałem ją jedynie na stacji kolejki podziemnej i podczas pół godzinnych przerw przy firmowym automacie do kawy, przez okres niemal dwóch lat. Opowiadania z pogranicza fantazji i świata surowych realiów obejmują około siedemdziesiąt tekstów występujących pod wspólnym tytułem "Twój przyjaciel Metro..."
---------------------

Jego wizyta zawsze wyciskała łzy. Były to łzy wzruszenia, śmiechu ale też czasami nieutulonego żalu i tęsknoty za swoją małą planetą. Patrzył na ludzi jak się patrzy pierwszy raz w życiu na lecącą biedronkę lub motyla. Rozmawiał z nimi jakby chwytał w dłonie dmuchawce. Za każdym też razem odchodził zamyślony oglądać zachody słońca gdy dmuchawce szczerzyły zęby. Mówił o sobie, a może to inni o nim mówili...

[photo]1206924[/photo]

Chłopiec ze mnie. Nieuleczalny. Nie umiem się z tego wyleczyć. Od momentu kiedy podczas mojego pobytu na Ziemi, siedząc na ganku starej góralskiej chaty zobaczyłem Jej głowę zwróconą w moim kierunku i zaciekawione wielkie niebieskie oczy, każda dziewczęca blond czupryna nosiła Imię Róży. Wyjazd w góry... czuję zapach Jej tanich perfum. Podkradała je mamie za każdym razem, gdy miała się ze mną spotkać. Do dziś też moje ubrania pachną Jej pocałunkami w pociągu relacji Wrocław - Kraków. Korzystaliśmy z gościnności jakiś smutnych zakonników. Przyszła do mnie w nocy. Usiadła na brzegu łóżka w półprzezroczystej koszulce. Rozmawialiśmy bardzo długo. Nie okryłem jej nawet swoją kołdrą. Kilka lat później już wiedziałem po co wtedy przyszła... lecz nie tego wieczoru. Potem wyobrażałem sobie jeszcze kilkakrotnie swoje oświadczyny. „Kochanie, kocham Cię jak nikogo na świecie. Kocham Cię tak bardzo, że obiecuję... nigdy Cię nie dotknę. Nigdy nie zaznasz z mojej strony tego strasznego upokorzenia w którym będziesz musiała... Zostań moją żoną.”. Za każdym razem odpowiadała w moich myślach - „Tak mój kochany, zgadzam się”. W rzeczywistości ...odchodziłem zamyślony na drugą stronę planety, siadałem na krześle i oglądałem kolejne czterdzieści trzy zachody słońca. Dreszcze jakie wtedy płynęły przez moje wątłe ciało da się porównać jedynie... z niczym się nie da porównać. Miałem dwanaście, może trzynaście lat? Może... Nie wiesz też nic o sylwestrze u Elki? Nie dziwię się. Tkwiłeś wciąż z kluczem przy tym swoim zardzewiałym samolocie. Zobaczyłem Ją taką po raz pierwszy. Pierwszy raz usłyszałem też Jej nowe Imię Róży... nie było już więcej w moim życiu takich powitań roku. Kiedy wyszliśmy na pierwszą naszą grudniową randkę, myślałem, że zamarznę na kość. Moja kurtka ze skaju ala Chris Norman popękała na mrozie jak kora starego dębu. Nie mogłem przecież ubrać palta w którym wyglądałem jak Starszy Pan z szóstej planety. Jej oczy błyszczą mi do dziś za każdym razem gdy spaceruję promenadą któregoś z malutkich miast, mijając jedyną w mieście księgarnię w której ludzie już nie kupują pożytecznych książek a jedynie kalendarze, podręczniki i poradniki kuchenne „siostry penelopy kredki”. Posłuchaj mnie, miała taką fantastyczną chustę owiniętą na szyi... były w niej wszystkie kolory świata. Widziałeś kiedyś wszystkie kolory świata? Ja widziałem... były wtedy owinięte wokół jej szyi. Wkładałem pod poduszkę chyba przez pół roku dziewczęce majtki zakupione w pobliskim supersamie, wyobrażając sobie, że należą do Niej. Niezmiennie pachniały mi łąką na długo przed pojawieniem się na Ziemi tych wszystkich łąkopodobnych płynów. Kiedy Jej rodzice wynieśli się pewnego wieczoru na rodzinne wesele, zaprosiła mnie do swego królestwa wypełnionego zapachami jakich nie było nigdy na mojej małej planecie B-612. Słyszałem anielskie chóry przysięgam, a obok naszego łóżka w mroku przechodziły z szelestem tamtej długiej nocy skrzydlate stwory... gdy w chwilę po Niej poczułem jak ciało odmawia mi posłuszeństwa podążając własną drogą szczęścia ...w ostatniej chwili wypłynąłem na powierzchnię. Wtulając się po wszystkim, zapytała mnie otulona własnym, pełnym słodyczy potem... „skąd wiedziałeś, że mam dzisiaj owulację?” W jednej chwili zdałem sobie sprawę o co się otarliśmy. Poczułem się po raz pierwszy w życiu ziemskim mężczyzną... zdawało mi się, że oto po raz pierwszy stanąłem na wysokości zadania. To dzięki Niej, dzięki Imieniu Róży przez resztę dotychczasowego życia, każdy następny raz był niezmiennie jak powiew tego pierwszego. Niestety, następnego dnia padło: - „Nie wezmę na siebie mój mały książę odpowiedzialności za to by nauczyć Cię wszystkiego...”.

Chłopiec ze mnie. Nieuleczalny. Nie umiem się z tego wyleczyć...
Dziś spoglądam w Jej oczy jakby z innego świata. Bogatszy o wszelkie doświadczenia jakie mogą stać się udziałem dorosłego mężczyzny tu na twojej planecie „podniebny mechaniku” pamiętając wszystkie piętnaście Jej najpiękniejszych imion... wracam po okręgu do samego początku... i znów jak przed laty, wyczuwam zapach Gazeli wykradanej z maminej toaletki, widzę Jej uśmiechniętą dziewczęcą buzię i czuję w swojej Jej ciepłą drobną dłoń. Znów patrzymy na redę gdzie największe żaglowce świata jak zamorskie ptactwo łopoczą białymi żaglami obiecując kolejnym parom zakochanych nastolatków gruszki na wierzbie... Mijam dziś witrynę z damską bielizną i uśmiecham się do siebie, bo wiem, że te najładniejsze wciąż należą do Niej, lecz jak na początku drogi pachną mi łąką, a nie hormonalnym wiązaniem C5H5N + 3 H2O + H2 pirydyny. Znów jak przed prawie trzydziestu laty, siedzi na brzegu mego łóżka wieczorami i... rozmawiamy. Mamy sobie tak wiele do powiedzenia... seks może poczekać, seksu może w ogóle nie być. Czytam jej o mojej planecie B-612...

„Piątego dnia, (…) odkryłem nową tajemnicę Małego Księcia. Gwałtownie, bez żadnego wstępu, zapytał mnie, jak gdyby po długim zastanowieniu się w samotności:
- Jeżeli baranek zjada krzaki, to je także kwiaty?
- Baranek je wszystko, co napotka.
- Nawet kwiaty, które mają kolce?
- Tak, nawet kwiaty, które mają kolce.
- A więc do czego służą kolce?
Nie wiedziałem. Byłem w tym momencie zajęty luzowaniem zbyt ściśniętego sworznia swego motoru. (…)
- Do czego służą kolce?
Mały Książę nigdy nie rezygnował z postawionego raz pytania. Byłem zdenerwowany stanem mojej maszyny i odpowiedziałem byle co:
- Kolce nie służą do niczego. To złośliwość kwiatów.
Mały Książę westchnął, a po chwili milczenia powiedział urażony:
- Nie wierzę ci. Kwiaty są słabe, są naiwne. One zabezpieczają się, jak mogą. Im się wydaje, że z kolcami są bardzo groźne.
Nie odpowiedziałem. Mówiłem sobie w tej chwili: „Jeśli ten sworzeń nie puści, wybiję go młotkiem”. Książę przerwał moje myśli.
- I ty sądzisz, że kwiaty...
- Ależ nie, nic nie sądzę - odpowiedziałem byle co. - Zajmuję się poważnymi sprawami.
Popatrzył na mnie zdumiony.
- Poważnymi sprawami? (…) Mówisz jak dorośli.
Zawstydziłem się. Ale on dodał bezlitośnie:
- Nie rozumiesz nic. Mieszasz wszystko. (...)
Mały Książę był blady ze złości.
- Od milionów lat kwiaty mają kolce. Mimo to od milionów lat baranki jedzą kwiaty. A czy nie wydaje ci się godne wyjaśnienia, dlaczego kwiaty zadają sobie tyle trudu dla wytworzenia kolców, które nie służą do niczego? Czy wojna między kwiatami a barankami nie jest rzeczą poważną? (...)
Tu kryje się wielka tajemnica. Dla was, którzy jak ja kochacie Małego Księcia, nie ma w świecie poważniejszego zagadnienia niż to, czy gdzieś – nie wiadomo gdzie – baranek, którego nie znacie, zjadł różę czy nie...
Popatrzcie w niebo. Zapytajcie: <> I zobaczycie jak cały świat zmieni się dla was.
A żaden dorosły nie rozumie nigdy, jak wielkie to ma znaczenie!” ***
---------------------

Stoję już od lat z młotkiem w ręku, z palcami czarnymi od smaru, schylony nad przedmiotem, który wydawał mu się wtedy bardzo brzydki i myślę nad tym czy... bo tak właściwie to do czego służą kolce?

*** Cytowany fragment jak i ilustracja powyżej pochodzi z książki „Mały Książę” Antoine'a de Saint-Exupéry Wydanie XIV Warszawa 1990
-------------------
Home site: www.pieknelisty.org
Email: andre@pieknelisty.org


pieknelisty 18/10/2009 22:11:35 [Powrót] Komentuj